wtorek, 26 stycznia 2016

Marsjański Robinson Cruzoe

"Marsjanin" Andy'ego Weira okazał się bestsellerem tak wielkim, że na jego podstawie nakręcono film, który (podobno) jest tak dobry jak książka. Moje podejście do takich hitów jest co najmniej powściągliwe, ale tym razem niepotrzebnie.


W wyniku nieszczęśliwego wypadku Mark Watney zostaje sam na powierzchni Marsa. Uznany za zmarłego przez pozostałych członków wyprawy musi walczyć o przetrwanie w skrajnie nieprzyjaznym środowisku i znaleźć sposób na poinformowanie innych, że żyje.

"Marsjanin" nie jest typową powieścią science-fiction. Choć może inaczej powinienem to określić - jest w takim samym stopniu s-f jak np. "Łzy diabła" Magdaleny Kozak. Fantastyczno-naukowa przykrywka pozwala pokazać uniwersalną opowieść. U Kozak była o wojnie, tu jest o woli przetrwania. Watney został sam na planecie, gdzie średnia temperatura to około minus sześćdziesięciu stopni. jego towarzysze są przeświadczeni, że nie żyje a najbliższa misja ma przylecieć za kilka lat, a może w ogóle skoro ta zakończyła się fiaskiem. Nie ma się więc co dziwić, że pierwsze zdanie książki brzmi "Mam całkowicie przesrane". Jednak istotniejsze jest to, że bierze się w garść i robi wszystko co możliwe, aby odwlec moment śmierci, bo "nóż, widelec" uda mu się jakoś stąd wyrwać. I to jest właśnie sedno tej książki - zawsze jest jakieś wyjście, tylko trzeba chcieć.
Styl książki jest bardzo przyjemny w odbiorze. Autor w interesujący sposób w akcję wplata wątki naukowe, zwłaszcza te dotyczące botaniki i inżynierii, choć momentami miałem problem z ogarnięciem dużej ilości liczb, zwłaszcza, że wszystkie były zapisywane słownie. Mi to raczej utrudnia przyswojenie takiej treści, gdyż więcej zapamiętuję widząc liczby. Opisy są odpowiednio szczegółowe a w kilku przypadkach wręcz skrupulatne, szczególnie gdy zawarte w nich treści zwiastują zwrot fabularny. Niemalże czujemy, że zaraz się coś stanie i nie będzie to nic przyjemnego dla naszego bohatera. A tak, z Markiem można się związać emocjonalnie, tym bardziej, że wszystkie zdarzenia są opisywane w pierwszej osobie. Pozwala to na lepsze prowadzenie fabuły i wprowadzenie większej ilości humoru. A tego jest sporo i jest on na wysokim poziomie. Wielokrotnie w trakcie lektury śmiałem się ze spostrzeżeń "marsjańskiego Robinsona" odnośnie jego sytuacji.
Nie jestem zwolennikiem okładek filmowych, ale muszę przyznać, że twarz Matta Damona w pewien hipnotyzujący sposób przyciągała mnie do tej książki. Ekranizacja musi poczekać na obejrzenie, ale jakoś niedługo będzie na DVD albo w jakimś serwisie VOD.
Podsumowując - książka niemalże dla każdego, kogo nie odstrasza opakowanie bardo dobrej historii w ramy gatunku s-f. Jeżeli nic nie będzie wam przeszkadzać to w jeden wieczór można polecieć na Marsa i kibicować Markowi Watney'owi w jego zmaganiach z Czerwoną Planetą.


Tytuł: Marsjanin / The Martian
Autor: Andy Weir
Wydawca: Akurat
Rok wydania: 2014 (tu wydanie z 2015) / 2011
Stron: 382

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Podobne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...